Przygotowując różne wydarzenia, prowadząc warsztaty i spotkania rozwojowe, a także pisząc teksty, regularnie ścieram się ze swoim perfekcjonizmem.
Ścieram się z nim również w moim rodzicielstwie, małżeństwie, przyjaźni i na płaszczyźnie wiary.
Przecież zawsze można coś zrobić: lepiej, kreatywniej, szybciej, dokładniej… ;)!
Perfekcjonizm jest jak toksyna, której trudno się pozbyć z organizmu.
Widzę go jako coś trującego, bo zauważam, że odbiera mi on: radość z wykonanej pracy, przyjemność z bycia z innymi i możliwość czerpania siły z mojego działania.
W walce z perfekcjonizmem pomaga uznanie własnej słabości, wejście w wyrozumiałość wobec siebie, którego elementem jest poczucie wspólnoty z innymi.
Zdaniem Kristin Neff na współczucie sobie składają się trzy elementy:
- łagodne podejście do siebie- zrozumienie i ciepłe podejście do siebie, gdy cierpimy, ponosimy porażki lub czujemy się niewystarczająco dobrzy zamiast prób ignorowania tego lub też torturowania siebie samokrytyką;
- poczucie wspólnoty z innymi- dzięki niemu jesteśmy w stanie zrozumieć, że cierpienie i wrażenie, iż nie jesteśmy dostatecznie dobrzy, są częścią ludzkiej kondycji- czymś co dzielimy z innymi, a nie czymś, co trafia się tylko nam;
- uważność- zrównoważone podejście do negatywnych uczuć, tak by ich nie tłumić, ale też nie wyolbrzymiać. Nie możemy ignorować naszego bólu i jednocześnie sobie współczuć. Uważność pozwala uniknąć nadmiernego utożsamiania się z naszymi myślami i uczuciami, a poprzez to tego, co negatywne.
Czy perfekcjonizm sam w sobie jest zły?
Jako zagrażające życiu pełnym sercem widzę strategie jakie się u mnie pojawiają, gdy ich źródłem jest perfekcjonizm.
Zauważam, że w sytuacji gdy na czymś mi bardzo zależy, pojawia się we mnie sporo lęku, o to czy się uda.
Pojawia się również pokusa dowalania sobie, bo może za mało wiem, za mało potrafię, za często się mylę, a przy tym przeklinam…
Ratuje mnie uważność na siebie, na to co się obecnie we mnie dzieje, w związku z tym co robię i czego chciałabym dokonać.
Robię krok w tył, odchodzę od tego co uderza we mnie.
“Perfekcjonizm nie dotyczy wyłącznie nas samych. Dotyka wszystkich wokół. Przekazujemy go naszym dzieciom, ludzi, z którymi pracujemy, zarażamy wygórowanymi oczekiwaniami, odstręczamy nim rodzinę i znajomych. Na szczęście wyrozumiałość też jest “zaraźliwa”. Kiedy traktujemy siebie wyrozumiale, dajemy innym doskonały przykład. Nasze dzieci uczą się wyrozumiałości względem siebie, patrząc na nas, a wszyscy wokół mogą zachowywać się prawdziwie i pogłębiać to, co nas z nimi łączy.” Brene Brown “Dary niedoskonałości”
Wiem, że wolę “zarażać” swoich bliskich wyrozumiałością.
Chcę pokazać swoim dzieciakom, że wtedy gdy sobie nie radzę z różnymi rzeczami, to ma to wpływ na moje samopoczucie.
Wiem jednak, że nie muszę wszystkiego ogarniać, bo na szczęście są inni, których mogę poprosić o pomoc.
Zależy mi na tym, by moje otoczenie widziało mnie prawdziwą, z całą niedoskonałością.
Praktykuję wyrozumiałość względem własnych ograniczeń, przyjmując również to, że czasem niestety perfekcjonizm bierze górę.