Wspólne, rodzinne świętowanie może stać się areną.
“Słowo “arena” kojarzy się z czymś wielkim, ale w życiu codziennym areną jest każdy moment lub miejsce, w którym ryzykujemy pokazanie się i bycie widzianym. Kiedy ryzykujemy, że podczas nowych zajęć wyjdziemy na łamagi i niezdary, jesteśmy na arenie. Kierując zespołem w pracy jesteśmy na arenie. Trudne momenty w rodzicielstwie stawiają nas na arenie. Kochanie to z całą pewnością przebywanie przez cały czas na arenie.”
Brene Brown “Rosnąc w siłę”
Tam gdzie z odwagą pokazujemy kim jesteśmy i w co wierzymy, spotykamy krytyków.
Ze świadomym rodzicielstwem u mnie jest tak, że wierzę w sens budowania relacji rodzinnych, w których dostrzega się siebie nawzajem, okazuje się sobie szacunek i daje empatię oraz wspiera się odpowiedzialność osobistą i samodzielność.
Gdy przebywam wśród rodziców i specjalistów, którzy widzą podobnie i realizują się w kontaktach z dziećmi w intencji porozumienia, czuję radość ,spokój i bliskość.
Zaspakajam wtedy potrzebę wspólnoty, swobody i komfortu.
Idąc na spotkanie rodzinne, liczę się z tym, że wychodzę na arenę, gdzie mogę nie zostać zrozumiana i przyjęta w tym jak buduję moją relację z dziećmi.
Biorę pod uwagę, że mogę nie zostać przyjęta w tym co dla mnie istotne, może nawet skrytykowana za to jak postępuję wobec chłopców.
Wychodząc na arenę pamiętam o empatii do siebie, o tym , że być może będę potrzebowała później wspierającej rozmowy z zaufaną osobą.
Myślę o tym, że wybrałam własną drogę jako rodzic, którą kroczę, potykając się i czasem z trudem podnoszę się po upadku.
Nie mam jednak wątpliwości co do siły jaka płynie z bliskości i pięknych owoców jakie wyrastają z bycia w kontakcie z dzieckiem.
Wspólne świętowanie bywa moją areną, mam w sobie jednak odwagę gdy wiem o co walczę.
Dlatego, wychodzę na arenę i bronię swojego rodzicielstwa, przyjmując też to, że inni mogą i mają prawo mieć inaczej.
Miłość jest areną ,na której warto być odważnym.
Tak to widzę.


