Wędrując w prawdzie



Niedługo po powrocie z naszej irlandzkiej wędrówki The Dingle Way sięgnęłam po książkę, której ekranizację z Reese Witherspoon w roli głównej, widziałam lata temu.

Ledwo pamiętałam fabułę.
Jakieś pojedyncze sceny. Spadający w przepaść but i rozpaczliwe poszukiwanie wody, chudej dziewczyny z wielkim plecakiem.

Cheryl Strayed autorka i bohaterka „ Dzikiej drogi” opisała swoją wyprawę Pacific Crest Trail, którą odbyła w dramatycznym okresie swojego życia, gdy stopniowo traciła wszystkich i wszystko na czym jej zależało i zaczęła wątpić w sens istnienia.

Na ostatnich stronach książki, wyraża swoje dogłębne poruszenie tym co przeżyła i do czego dojrzała dzięki temu co przeszła.

Dziękowała sobie:

„Nie tylko za długi marsz, ale za wszystko, co w końcu we mnie wezbrało, za wszystko, czego nauczył mnie szlak, i za to, czego nie mogłam jeszcze wiedzieć, choć w jakimś sensie czułam, że już we mnie jest.”

Czytając „ Dziką drogę” towarzyszyłam Cheryl i kibicowałam jej z całego serca na wszystkich etapach szlaku, mając kontakt z podziwem wobec jej determinacji i zrozumieniem wobec transformacyjnego procesu rośnięcia w siłę jaki odbywa się w trakcie wędrówki.

Chociaż od lat jest mi bliskie regulacyjne zanurzanie się w naturze i układanie myśli na długich spacerach, to jednak myślę o tych praktykach jak o myciu zębów, są to moje codzienne sposoby dbania o zdrowie. Gdy jednak chodzi o wędrowanie to niewątpliwie stało się ono dla mnie najskuteczniejszym sposobem zejść w głąb siebie i rytuałem przejścia.

W lipcu szłyśmy z Beatą  ponad tydzień w zmieniających się warunkach pogodowych i terenowych, śmiejąc się i długo milcząc, każda w swojej sprawie.

Nie wyobrażam sobie by wędrować samotnie jak Cheryl, ale dzięki książce doskonale rozumiem dlaczego w jej życiu to było konieczne, by mogła dokonać zmiany jakiej potrzebowała.

Gdy ja szłam z najlepszą przyjaciółką ( której cudowna unikatowość sprawia, że nie wyobrażam sobie już wędrowania w innym
towarzystwie) mierząc się z trudami drogi i szukając w sobie odpowiedzi na ważne dla mnie pytanie, naturalnie ważne stało się dla mnie to, by dostrzec to w czym naprawdę jestem w danej chwili.

Zachwycił mnie pomysł, że mogę w siebie wchłonąć tę powalająco piękną przestrzeń.

Zakotwiczyć w sobie smak, zapach, fakturę i obraz, by jak najwierniej zapamiętać w ciele przeżycie, do którego z pewnością będę chciała wrócić w trudnych chwilach zwątpienia w siebie, które nieodłącznie są dla mnie związane z powrotem do konsumpcyjnego świata.

Mówię o przeżyciu prawdziwej kompletności.

To jest w moim doświadczeniu jedyny w swoim rodzaju stan zaufania do siebie, że będąc połączona z większą całością mogę poczuć własną pełnię i czerpać z niej siłę.

Gdy czytałam „ Dziką drogę” ciepłe łzy wzruszenia pojawiały się na moich policzkach, bo mimo iż nie przeżyłam równie ekstremalnej wyprawy jak autorka, to znam doskonale ból w wyniku powiększających się obtarć na ciele, odrzucający widok sczerniałego od uderzenia odpadającego paznokcia z palca u stopy i radość z ciepłego prysznica po ściągnięciu z siebie przepoconych ciuchów.

Wędrowanie jest dla mnie o schodzeniu w głąb siebie, o ucieleśnieniu i intymności spotkania z prawdą o sobie i swoich potrzebach.

Śmiałam się do Beaty na lotnisku w Dublinie, na godzinę przed odlotem do domu, że organicznie czuję, że zdziczałam ????????.

Powiedziałam też wtedy, że jestem gotowa stopniowo odpuszczać różne rzeczy , by pielęgnować w sobie tę dzikość i skupiać energię na tych działaniach, które są połączone z moim trzonem, który poczułam wyraźnie w trakcie wędrówki.

Dziś kończąc „ Dziką drogę” płakałam przejęta tym na co zdobyła się Cheryl by przejść proces żałoby i wrócić do życia.

Płakałam również wspominając to, co sama żegnałam rok temu w Szkocji, z czym rozstawałam się w Irlandii jeszcze dwa miesiące temu, czując pokorę i wdzięczność za możliwość wędrowania, która pomaga mi się żegnać z tym co już czas puścić i iść ku życiu, w którym chodzi o żywą obecność i prawdę.

Otulam ciepłymi myślami wszystkich, którzy teraz wędrują szlakami w swoich sprawach ku życiu, niech was spotyka dużo dobra od ludzi i świata przyrody na tej trudnej drodze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *