To może bajeczkę?

Byłam chwilami przygnębiona podczas świąt, gdy nasi synowie urządzali awantury o bajki, a nowo otrzymane zabawki traciły dla nich na atrakcyjności po godzinie samodzielnej zabawy.

Przestraszyłam się, że chłopcy są uzależnieni od mediów i rozpuszczeni – to mnie przybiło na kilka dni.

Wracaliśmy z przerwy świątecznej samochodem, chłopcy spali, a my z Michałem zdeterminowani snuliśmy plan ograniczenia dzieciom dostępu do technologii i jasnego komunikowania granic.

Nim jednak powiedzieliśmy chłopakom o limitach przed ekranem, zaczęłam myśleć o tym jak przyczyniłam się do tego, że oni w wolnym czasie głównie chcą sięgać po komputer.

Prawdą jest, że często przekierowywałam uwagę chłopców na technologię, gdy:

  1. po raz kolejny mówili, że się nudzą

  2. chcieli się ze mną bawić, a ja pracowałam

  3. chcieli się ze mną bawić, a ja byłam wykończona

  4. byli chorzy, cały dzień byłam sama z nimi w domu i nie chciałam już słuchać kłótni

  5. zadawali mi mnóstwo pytań, a ja chciałam dokończyć rozmowę telefoniczną

 

Myślę, że chwilami to było najlepsze co mogłam dla siebie zrobić by zadbać o własny komfort, ale również o relację ( wolałam włączyć bajkę niż nakrzyczeć na dziecko, że mi ciągle przeszkadza i mam go dość).

Wiem jednak na pewno, że w minionym roku zdecydowanie za często na pytanie: pobawisz się z nami ?

Odpowiadałam: dobrze, jak tylko skończę pracować!

Zamiast jednak iść do dzieci, szłam zmęczona do innych obowiązków, a na pojękiwania o wspólny czas reagowałam propozycją włączenia im bajki lub gry, by „mieć ich z głowy”.

Mam tak, że nie ma dla mnie niczego złego w sięganiu po technologię i proponowanie jej dziecku, o ile nie staje się moją rutyną to, że ekran zastępuje mi żywą relację.

Myślę, że moment, w którym rodzic zaczyna się niepokoić tym jak jego dziecko domaga się czasu przed ekranem jest chwilą, w której warto by dorosły szczerze zobaczył swój sposób wykorzystywania technologii w relacji z dzieckiem i zadał sobie pytanie: na ile potrzebuję, chcę i potrafię to zmienić ?

Ja zdecydowałam się pilnować limitu czasu, który wyznaczyliśmy chłopcom i swojego własnego czasu przed ekranem również ( z początkiem roku podjęłam decyzję, by rozgraniczyć czas pracy ,w tym również aktywność w mediach społecznościowych, od czasu wolnego).

Nie jest łatwo i przyjemnie.

Są chwile, gdy naprawdę wolałabym im dać jeszcze godzinę bajek, a sobie dodatkowy czas na Insta newsy.

Mamy za sobą kilka dni, w których wszyscy byliśmy mniej aktywni w sieci i bardziej zalogowani w życiu.

W obecnej chwili zmiana jakiej dokonujemy ma dla mnie sens i mam na nią energię.

Doceniam to, że przez kilka dni zamiast wgapianie się w telefon grałam z nimi w planszówki i wspólnie gotowałam, że chłopaki dziś zamiast zadręczać nas „ nudzimy się” pojechali z Michałem grać do parku w piłkę z inną rodziną.

Mam poczucie, że każdy ma swój sposób na korzystanie z technologii, my nasz właśnie modyfikujemy i jestem ciekawa tego co będzie dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *