Nie wiem czy to znacie.
Chodzi mi o uczycie dobrostanu!
Mi ono towarzyszy gdy planowane wydarzenia się odbywają, zdrowe dzieci wytracają energię w przedszkolu, jest czas pod wieczór na coś więcej niż praca i nawet udaje mi się zastąpić słodycze owocami.
Jak panuje dobrostan, to pojawia się radość, poczucie spełnienia i sensu.
Zupełnie inaczej się czuję, gdy następuje nagromadzenie wielu obowiązków zawodowych, dzieci chorują i są ciągle blisko, wieczorem usypiam na klawiaturze, a wokół mnie gromadzą się papierki po cukierkach i kubki z niedopitą kawą.
Niezaspokojone potrzeby: sprawczości, wolności, uznania, odpoczynku i spokoju, wywołują we mnie stan przygnębienia.
Gdy jestem zmęczona niespodziewaną ilością obciążeń, zaczynam organizować festiwal negacji w mojej głowie.
Łatwo wpadam w podważanie większości moich życiowych decyzji.
Nagle okazuje się, że ja wcale nie chciałam mieć rodziny, tylko chciałam robić oszałamiającą karierę w korpo.
Poza tym co to za pomysł mieszkać w Polsce skoro cały świat stoi otworem? Może chociaż trzeba było przeprowadzić się Warszawy, Gdańska albo Krakowa by było jakoś bardziej stylowo.
Tak ! zdecydowanie chciałam robić karierę biznesową i to najlepiej w Szwecji, jeździć rowerem z koszykiem, a w wolnych chwilach popijać wino ze znajomymi w knajpach i czytać książki przy kominku.
No to co się stało, że jestem tu gdzie jestem z rowerem i połamanym koszykiem?
Przebłysk świadomości: TAK WYBRAŁAŚ!
Kurde, to możliwe, żebym wybrała dla siebie życie rodzinne z dwojgiem dzieci, własną działalnością i mieszkanie w Łodzi?
Dokładnie tak było!
Co więcej, ja tego naprawdę chciałam i gdy panuje dobrostan to czuję spełnienie każdą komórką swojego ciała, lecz gdy robi się trudno to uciekam się do negacji.
Myślę, że robię tak, bo jest mi ciężko pogodzić się z tym, że decydowanie w zgodzie ze sobą nie gwarantuje lekkiego i przyjemnego życia.
Łatwiej jest mi przyjąć, że może się pomyliłam, źle wybrałam i stąd te trudności.
Prawda jest jednak taka, że trudności tak samo jak porażki są częścią życia, również tego świadomie wybranego.
Co więc w chwilach przygnębienia daje mi ukojenie?
Powrót myślami do momentów dobrostanu, skupianie uwagi na tym co działa i wygadywanie się przyjaciółce z tego co by to było gdybym jednak mieszkała w tej Szwecji.
Dzisiaj towarzyszy mi taka myśl:
czasem to co możemy dla siebie zrobić to nauczyć się przyjmować to co mamy z wdzięcznością i wyolbrzymiać najbardziej jak się da, nawet najmniejszą głupotę która posłużyła nam danego dnia
Mi to przynajmniej pomaga!


