Kilka dni temu wróciliśmy z naszego rocznicowego weekendu.
W trakcie podróży próbowałam nie zadręczać się myślami.
Czułam jednak wyrzuty sumienia, ponieważ zdecydowaliśmy się zostawić dziadkom pod opieką jedno gorączkujące dziecko i drugie, które podkreślało, że pewnie też się rozchoruje, gdy nas nie będzie.
Powtarzałam sobie w głowie: chłopcy są już starsi (6 i 8 lat), dobrze sobie radzą z infekcjami, dziadkowie mają potrzebne leki, 10 rocznica ślubu to jest ważna okazja do świętowania, uwierz Michałowi, który mówi: nic złego się nie dzieje, możemy jechać.
Patrzyłam na autostradę i w pewnej chwili wróciło do mnie wspomnienie wyczekiwanego wyjazdu we dwoje, z którego musieliśmy zawrócić, bo jednego z synów (wówczas 4 latka) infekcja zwaliła z nóg, o czym powiadomiono nas telefonicznie.
Mam tak, że wraz z pojawiającymi się obrazami z przeszłości przychodzi do mnie fala emocji, które w danym czasie odczuwałam.
Czasem powracające odczucie lęku, smutku i złości potrafi zalać mnie po czubek głowy i trudno mi złapać w takiej chwili kontakt z drugą osobą.
Najczęściej jednak nieco zwalnia lub przyspiesza mój oddech, pojawia się drżenie w dłoniach lub szczęce, zmienia się szybkość uderzeń serca, a gardło staje się jakby węższe. .
Być może znacie to ze swojego życia?
Siedziałam w samochodzie i poczułam, że serce bije mi coraz szybciej, a gardło stopniowo się zaciska, tak jak to się dzieje, gdy próbuję powstrzymać płacz.
Przełknęłam ślinę i zapytałam Michała, czy pamięta tamten wyjazd i to jacy byliśmy wtedy zmartwieni i rozgoryczeni koniecznością powrotu?
Z charakterystycznym dla niego spokojem i stanowczością odpowiedział, że pamięta i uważa, że teraz będzie inaczej.
Spojrzał na mnie, uśmiechnął się, złapał mnie za rękę i nie puszczał przed dłuższą chwilę.
Ten drobny gest z jego strony był niczym zaproszenie do strefy poza stresem, do której dopiero od niedawna uczę się w trudnych chwilach przechodzić z jego pomocą.
Jego reakcja uspokoiła mnie na tyle, że wzięłam głęboki oddech, po czym zjadam pół paczki prażynek krewetkowych zamiast całej, co zwykłam robić w stresie.
Jesteśmy parą, która od kilkunastu lat szuka sposobu na to by sobie towarzyszyć POMIMO różnic, które mamy na wielu poziomach.
Mamy za sobą wyboistą drogę w radzeniu sobie razem z napięciem.
Przez wiele lat, gdy rósł mi poziom stresu, szukałam w Michale potwierdzenia, że coś jest tak fatalne jak mi się wydaje, chciałam by się niepokoił i denerwował ze mną, zamiast czerpać ze spokoju jakim próbował mnie otulić.
Może dziwnie to zabrzmi, ale jego spokój mnie irytował i kojarzył mi się z oziębłością emocjonalną, z brakiem zaangażowania.
Wydawało mi się, że dokładnie wiem jak chcę by on reagował i byłam poirytowana, gdy działał w zgodzie ze sobą zamiast odpowiadać na moje żądania. Wątpiłam w jego dobre intencje.
Liv Larsson pisze:
“Miłość nie kwitnie pod presją. Za każdym razem, kiedy myślisz, mówisz i działasz po to, by zmusić drugą osobę do zrobienia czegoś wbrew jej woli, zagrażasz doznawaniu przez nią miłości, a także jej potrzebom wolności, troski i szacunku. “
O ludzie! A co ja wiedziałam przed ślubem o potrzebie szacunku, troski i wolności oraz miłości, która rozwija się w kontakcie zamiast pod presją?
Niewiele wiedziałam, działałam tak jak umiałam i byłam zaskoczona, że Michał nie pomaga mi spełnić marzenia o idealnym związku.
Może powiem teraz za dużo, nie pierwszy raz zresztą 😉
Dobra do rzeczy!
Chodzi o to, że wiem to na pewno, że głównym źródłem frustracji w moim małżeństwie było dla mnie sprostanie fantazji jaką sobie stworzyłam na temat roli żony oraz rozliczanie męża z tego czy sprostał wyzwaniu bycia “tą jedyną osobą ”dla mnie.
Autorka “Porozumieniu bez przemocy w związku” otworzyła mi oczy na to, że:
“Związek, który opiera się na dociekaniu, czy znaleźliśmy “ tę jedyną osobę”, może być jak bomba zegarowa.
Niewielu udaje się rozbroić ją przed wybuchem.
Kiedy ów romantyczny obraz “ tego jedynego” zostanie zastąpiony przez codzienność, łatwo stracić zapał i chęć.
Jeśli pozostaniemy w związku, szybko staniemy się krytyczni wobec wszystkiego, co robi partner.
Jeśli zaś zdecydujemy się odejść, znów na próżno będziemy szukać “ tego jedynego”. ”
Liv Larsson
No cóż, nie będę kłamała, dopiero teraz dojrzewam do tego by przestać rozliczać mojego męża z tego, czy potrafił /potrafi sprostać mojej imaginacji na temat partnera, z którym zbuduję nieziemsko dobry związek na całe życie.
Nasze świętowanie małżeństwa było wypełnione różnymi formami relaksu, co było niezwykle przyjemnym doświadczeniem.
Leżenie w biosaunie czy pływanie w basenie floatingowym było cudnie odprężające.
Myślę sobie jednak, że jestem na takim etapie życia, kiedy w chwilach napięcia szczególnie doceniam wyciągniętą w moją stronę dłoń męża, po którą nadal uczę się sięgać przyjmując jego miłość w wolności.
Pomaga mi, gdy powtarzam sobie, że uczę się teraz nowego sposobu działania, dlatego warto bym robiła to POWOLI nie oczekując od siebie zbyt wiele na raz.
Daję sobie/nam czas.
Może masz chęć w komentarzu opowiedzieć o tym:
w jaki sposób ty zapraszasz partnera/partnerkę do strefy poza stresem w związku?
Zachęcam do wymiany doświadczeń!


