Smutek

Ze wszystkich rozmów zamieszczonych w „ Czując” Agnieszki Jucewicz, to właśnie ta ostatnia najwięcej mi pokazała o mnie samej.

 

Był taki czas, całkiem niedawno, gdy wystraszyłam się swojego smutku.

 

Było go tyle w moich myślach i ciele, że trudno mi było uznać go za mały i nieznaczący.

 

Kontaktowałam się ze swoim smutkiem pełna obaw.

 

Czego się bałam?

 

Pewnie tego o czym mówi Bartłomiej Dobroczyński:

„ Wiele problemów, z którymi ludzie się stykali przez setki lat, dziś stało się problemami medycznymi. W tym i smutek. Jak pani myśli, dlaczego ludzie pytają, jaka jest różnica między smutkiem a depresja? Najczęściej dlatego, że obawiają się, że smutek, którego doświadczają, jest już chorobą. […] w jakimś sensie granica między zdrowiem a chorobą jest arbitralna. Jest wyznaczona przez szereg kulturowych czynników.”

Zaczęłam się zastanawiać czy obecnie w naszej kulturze jest miejsce dla smutnych ludzi, którzy nie chcą być diagnozowani tylko chcą być przyjęci w tym stanie emocji w jakim są.

Wydaje mi się, że nie.

Co więcej zgadzam się z profesorem Dobroczyńskim:

„ Problem polega na tym, że w kulturze, która smutku nie akceptuje, ludzie, którzy go doświadczają, sami szybko mają poczucie, że coś z nimi nie tak, że może powinni coś z „tym” zrobić. […] Bo smutek przestał być problemem osobistym czy psychologicznym, a stał się problemem społecznym. I wiąże się z pewnego rodzaju stygmatyzacją.”

Kulturowo jesteśmy zachęcani do bycia wydajnymi i zadowolonymi. Smutek nie jest atrakcyjny.

„W świecie, w którym wartością jest świetne samopoczucie, wydajności, sukcesy, orgazm piętnaście razy dziennie i pięciocyfrowa pensja, człowieka smutnego należy się wystrzegać jak ognia. Bo nie daj Boże – zarazi. Przyjdzie na imprezę na przykład i ją zdołuje. Wejdziesz w dobrym nastroju, a wyjdziesz zły, bo ci go smutny „skisił”. To co? To go lepiej nie zapraszać. Wykluczyć.

Ta kultura ma jedno kryterium oceny smutku: czy jesteś w stanie funkcjonować i wykonywać swoje obowiązki, czy nie? Czy jesteś w stanie zarobić na siebie, spłacać kredyty, zaciągać kolejne, sprzątnąć dom, odprowadzić dzieci do szkoły, ubrać się, nie śmierdzieć, czy nie?”

B. Dobroczyński

Skoro decydując się na przeżywanie smutku można doświadczyć odrzucenia ze strony otoczenia, to może lepiej jest się od smutku odciąć ?

Bartłomiej Dobroczyński odpowiada:

„ Smutek nie jest czymś, co można wydestylować i wyjąć z siebie. To integralna część człowieka. Jak się odetniesz od smutku, to się odetniesz od wszystkiego. Można na smutek wypić pół litra wódki, on na chwilę zniknie, ale razem z nim dostęp do innych emocji. A kiedy alkohol przestanie działać, wróci z jeszcze większą siłą. Tak działają wszelkiego rodzaju zagłuszacze czy inne triki stosowane z zewnątrz. Kiedy przestajesz je dostarczać, dalej zostajesz z tym, co jest. Emocje są rzeczywiste, są po to, żeby je przeżywać. Nie da się ich pozbyć, zdystansować do nich. Trzeba je poznać i nauczyć się z nimi postępować w taki sposób, który będzie najlepszy dla danego człowieka.”

Kluczowe jest dla mnie ostatnie zdanie !

Jeśli ktoś z was czuje teraz smutek, chciałabym mu powiedzieć, to samo co mówię sobie:

Masz prawo się smucić. Możesz być ze swoim smutkiem w najlepszy dla siebie sposób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *