Podążając za „Głosem kobiecej duszy”.

W duchu uważności na potrzeby klientek Maxine Mei-Fung Chung napisała piękny i poruszający „ Głos kobiecej duszy”. 

To co wyróżnia mieszkającą w Londynie psychoanalityczkę i psychoterapeutkę, to miękkość z jaką opisuje własne odczucia cielesne w trakcie i po pracy z pacjentami oraz głęboka acz łagodna ciekawości siebie, którą opisuje bez skrępowania czytelnikom.

Z chęcią przyznam, że przylgnęłam bezpiecznie do różnych uświadomień autorki i zaczerpnęłam z ochotą z perspektywy odchodzącej do koncepcji „ zranionego uzdrowiciela” (ukutej przez Carla G. Junga) do której autorka odnosi się słowami :

„Choć jest ona pomocna, gdy myślimy o pacjentkach i o tym, jak ich opowieści wpływają na moje zranienia i zdrowienie jako psychoterapeutki, to nie mam żadnych złudzeń, że jakikolwiek terapeuta lub w ogóle człowiek może być w pełni”wyleczony”. 

Zajmujemy się tworzeniem warunków, w których terapeutka i pacjentka mogą wyruszyć we wspólną podróż, i choć terapeutka ma konkretną wiedzę i doświadczenie, w żadnym razie nie jest uzdrowicielką posiadającą wszystkie odpowiedzi i moc naprawiania pacjentki. 

Idea zranionego uzdrowiciela stawia terapeutę na piedestale– to ryzykowne i niemożliwe oczekiwania, które koniec końców zawiedzie pacjenta i bez wątpienia zafunduje terapeucie upadek z dużej wysokości.”

Jest mi bardzo blisko do pracy opartej na więzi. Czytając „ Głos kobiecej duszy” wzmocniła się we mnie wiara w to, że :

„Rozwój i zmiana stają się możliwe, gdy wspólną więź odczuwana jest zarówno przez terapeutkę, jak i pacjentkę. 

Ta więź jest ważna, ponieważ pozwala pacjentce i terapeutce przyglądać się trudnościom i wspólnie uczestniczyć w zmaganiach, z którymi przychodzi pacjentka, a także skłania do tego, by nazwać trudności, poczuć je, a potem, przy odrobinie szczęścia, zgłębić. 

Pacjentka zaczyna ufać i budować głęboką relację z terapeutką, dzięki której czuję się bardziej widziana, akceptowana, mniej osamotniona i może podzielić się bólem z drugą osobą, będącą jego świadkiem. 

Ten rodzaj więzi nie polega tylko na słuchaniu lub biernemu obserwowaniu, wywołuje także uczucia, wspólne spotkanie umysłów i ciał odczuwane po obu stronach gabinetu. 

Tu można zmierzyć się ze współczuciem i głębokim uznaniem dla cierpienia pacjentki. Pogłębiona bliskość pomaga uzdrowić wszelkie rany,które ktoś przynosi ze sobą na sesję.”

Jak widać z ochotą przytaczam dłuższe fragmenty książki☺️.

Jest to jednak zbyt ograniczona forma odniesienia, do treści, którą odbieram jako wartościową, inspirującą i pełną gruntujących myśli. 

Zachęcam szczerze do czytania i czerpania z „ Głosu kobiecej duszy” brytyjskiej psychoterapeutki Maxine Mei-Fung Chung, która potrafi pracować sercem i świadomie korzysta z tego czego nauczyła się od szkolącej ją terapeutki: „ wszyscy jesteśmy ekspertami od niewiedzy.”

Dobrego weekendu wszystkim booklovers’om ????

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *