Po co się odzywam?

Obserwuję u siebie, ale również u swoich klientów pewien dylemat dotyczący zajmowania stanowiska w sytuacjach , gdy dorośli rozmawiają o dzieciach.

Przyszedł mi do głowy pomysł, by posłużyć się przykładem KLASOWEGO ZEBRANIA i pokazać jak ja sobie radzę z wątpliwościami czy się odezwać.

 

Było tak:

 

Siedziałam na zebraniu w szkole syna.

Między zgromadzonymi przy wspólnym stole rodzicami i wychowawczynią wywiązała się zaskakująca dla mnie dyskusja o osiągnięciach dydaktycznych dzieci.

Od nauczycielki dowiedziałam się, że moje dziecko już czyta.

Szczerze mówiąc nie przyjęłam tej informacji z ulgą czy dumą.

Byłam raczej zaskoczona, bo zazwyczaj jak nauczy się czegoś nowego to chce mi to pokazać , a jeszcze do mnie nie przyszedł by mi poczytać :).

Powiem szczerze, że włożyłam nieco wysiłku  by pomieścić w sobie różne emocje, które pojawiały się we mnie podczas tego spotkania.

Myślę, że irytacja, niepewność i zdumienie jakie przeze mnie przepływały związane były z  tym, że bardziej niż na rozmowę o osiągnięciach dzieci byłam nastawiona na dialog o emocjach i relacjach dzieci w klasie.

Przywykłam do tego,  że gdy pracuję z rodzicami to głównie tymi obszarami zajmujemy się podczas rozmowy.

Szkolne zebranie to jednak nie warsztaty rodzicielstwa bliskości czy porozumienia bez przemocy.

Widzę to tak, że:

Podczas zebrania rodzice z różnymi potrzebami i oczekiwaniami spotykają się w jednym miejscu by porozmawiać o tym jakich organizacyjnych zmian w placówce chcą dla swoich dzieci i na jakie działania w szkole nie mają zgody. 

Wsłuchiwałam się uważnie  w to co mówią inni sprawdzając jednocześnie co się we mnie dzieje.

Kiedy zaczynałam się w myślach porównywać z innymi rodzicami i wyrzucać sobie niewystarczające zaangażowanie w pozyskiwanie od pierwszoklasisty informacji o sposobach przeprowadzania lekcji czy rodzaju aktywności w czasie wolnym, zatrzymywałam to. 

 

 

Nie wiem czy macie podobne obserwacje co Pani Agnieszka Burska -Wojtkuńska, ale ja widzę sporo prawdy w jej słowach i uważam, że niestety:

 

„Znajdowanie spełnienia w macierzyństwie nie jest dziś proste. Współczesne rodzicielstwo oddaliło się bowiem od tego, czym było przez wieki – pierwotnym instynktem, właściwe każdej płatnej istocie. Wychowanie przestało być intuicyjnym procesem, wspieranym przez wielopokoleniowe rodziny i społeczności. Macierzyństwo stało się miarą sukcesu, kryterium oceny, samotnym wyzwaniem, Kolejnym życiowym egzaminem, które zdają dzisiaj kobiety. Style rodzicielskie są jak odrębne paradygmaty myślowe, stają się podstawą klasyfikacji ludzi do odrębnych obozów – są swoistym systemem stratyfikacyjnym, a jego przeróżne wychowawcze mody i akcesoria stały się kolejnymi wyznacznikami statusu.

[ fragment książki: „Suma drobnych radości” }

Aby uniknąć myślenia w kategoriach swój/obcy czy też dobry/zły myśląc o rodzicach dzieci z którymi mam  kontakt, wchodzę w perspektywę : kim jestem ?

Ważne jest dla mnie przyznanie przed samą sobą, że jestem mamą, która głównie zwraca dużą uwagę na  rozwój psycho-emocjonalny  i bezpieczeństwo swoich dzieci.

Jestem mamą, która przykłada małą wagę do postępów dydaktycznych swoich synów, a dużą do swobodnej zabawy dzieci.

NIE JESTEM ANI GORSZĄ ANI LEPSZĄ MATKĄ od pozostałych pań, z którymi miałam okazję rozmawiać.

Jestem właśnie taką mamą jaką jestem.

I jako taka mama mogę zdecydować czy wyrazić swoje zdanie/ prośbę w jakiejś sprawie w trosce o własne dziecko czy też nie. 

 

Jeszcze jakiś czas temu, jako pierwsza zajmowałam głos na wszelkich zebraniach dotyczących dzieci i walczyłam o to by moje zdanie zostało usłyszane. 

Czułam się oświecona i  uważałam, że moim osobistym i zawodowym obowiązkiem jest uświadomić innych opiekunów dzieci jakie działania dorosłych wspierają, a jakie utrudniają rozwój dzieciom.

Teraz gdy staję przed dylematem : Czy się odezwać? zadaję sobie trzy pytania:

  1.  O co chcę zadbać zabierając głos?

  2. O kogo chcę zadbać:

– o syna

– o siebie sprzed lat, gdy byłam uczennicą i nie brano mnie pod uwagę

_ o wszystkie dzieci, które mają trudności w systemie szkolnictwa

 

3. Dlaczego to co chcę powiedzieć jest ważne i komu tak naprawdę chcę to powiedzieć?

 

 

Muszę się wam przyznać, że coraz rzadziej się odzywam na zebraniach , bo coraz częściej zdaję sobie sprawę z tego, że moja reakcja byłaby nieadekwatna.

Dlaczego?

Ponieważ to nie o syna, ale o mnie samą z czasu gdy byłam uczennicą i nie czułam się brana pod uwagę chciałabym zadbać. A przecież tamtej Oli już nie ma, nie ma jej klasy, ani wychowawczyni, ani szkoły, nie ma faktów tylko interpretacje oraz zmienione przez lata emocje. 

Równie często co mała Ola odzywa sie we mnie Aleksandra Obrońca wszystkich dzieci, które nie otrzymują wsparcia od dorosłych będąc w w procesie uczenia się.

Serio, gdy reagowałam natychmiast po tym jak ktoś powiedział coś poruszającego dla mnie,  nie byłam w stanie zauważyć, że miesza mi się potrzeba mojego dziecka z moją własną.

Nie ukrywam, że pomocne jest też dla mnie przegadanie z dzieckiem przed zebraniem, czy są  jakieś sprawy, o których chce bym porozmawiała.

 

Staram się obecnie ODZYWAĆ wtedy, gdy wiem o co chcę zadbać  oraz o kogo, a ludzie, do których chcę mówić są moimi odbiorcami.

Oczywiście nadal mi się zdarza, że emocje wezmą górę, wtedy wchodzę w walkę na argumenty i zamiast do pytań sięgam do różnych strategii, które pomogą mi pokonać przeciwnika.

Trudno wtedy mówić o samoświadomości i próbie dialogu.

Wydaje mi się, że niezależnie od tego czy jesteśmy na zebraniu u dziecka czy na panelu dyskusyjnym ze specjalistami w dziedzinie rozwoju dzieci czy też na przyjęciu ze znajomymi,  warto sprawdzić ze sobą: PO CO CHCĘ SIĘ ODEZWAĆ?

A Ty jak uważasz?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *