Wczoraj rano obudziłam się w bojowym nastroju?
Po kilku dniach ogarniania: dowożenia i odbierania dzieci, pracy z klientami, porządków, kupowania prezentów i dostosowywania się do ciągle zmieniającego się planu pracy mojego męża, postanowiłam powiedzieć to co myślę !
Oj taaak!
Przygotowałam sobie już w głowie to co mu powiem: jaka ja jestem zmęczona i obciążona, wkurzona i rozczarowana.
Ale najpierw coś zjem ?!
Ja głodna do ważnych rozmów nie siadam, bo to nie ma szansy się inaczej skończyć niż masakrą.
Jak jestem najedzona, to wtedy mogę i słuchać i mówić. Głodna mogę tylko krzyczeć.
Zjedliśmy śniadanie, a po śniadaniu, stanęłam osłupiona w przedpokoju ?, bo zorientowałam się, że Michał jest już do połowy ubrany w strój rowerowy?♂️
Przeklinałam w myślach ?! Przypomniałam sobie, że przecież mi mówił, że ma trening w lesie, ale kto by o tym pamiętał, przy takiej ilości zadań do wykonania ?♀️
Gdy wychodząc dodał uśmiechnięty, że może po powrocie wyjdziemy z dziećmi pobawić się śniegiem❄️☃️.
Wbiłam w niego srogie spojrzenie i odszczeknęłam tylko: To się zobaczy! Ja zdecydowanie jadę do sklepu, do którego od tygodnia nie mogę dojechać przez Twoje sprawy.
Taaaaak! On już wiedział, że pora uciekać.
Po kilku godzinach, gdy wrócił, nie byłam bardziej spokojna niż przy jego wyjściu, ale zamiast wypić wspólnie herbatę i porozmawiać, ruszyłam do sklepu.
Całkiem zadowolona z zakupów, poszłam do samochodu i znów trafił mnie szlag.
Zobaczyłam, że jakiś koleś (to ciekawe, że patrząc na puste auto do głowy mi nie przyszło, że kobieta, może być kierowcą tego auta?) zastawił mnie tak, że nie miałam szans na odjazd z parkingu.
Jak rozjuszony lew zaczęłam obchodzić auto winowajcy, szukając jakiejś wskazówki, namiaru.
Jestem córką detektywa, nie ma bata, bym nie namierzyła tego człowieka. To już była sprawa honoru ?
Dostrzegłam na przedniej szybie ulotki z pewnego baru z numerem telefonu.
Zadzwoniłam, przedstawiłam się, powiedziałam jaka jest sytuacja i opryskliwym głosem zażądałam : Niech Pani skontaktuje się z pracownikiem i powie mu, że to jest niedopuszczalne i ma natychmiast przestawić auto, Rozłączyłam się.
Wsiadłam do auta i obserwowałam ulicę w oczekiwaniu na “moją ofiarę”.
Oooooooooooo! jak ja mu powiem !
Facet niestety wsiadł pospiesznie do auta i zdarzyłam jedynie wyskoczyć z własnego by krzyknąć za odjeżdżającym autem, TAK NIE WOLNO ROBIĆ! PAN JEST NIEPOWAŻNY! KTO TAK ROBI?
Wsiadłam ponownie do samochodu, włączyłam silnik i z całych sił krzyknęłam K..WA!
No nie mogłam tego przeżyć, że on mnie nie przeprosił, że straciłam szansę na wygarnięcie mu w twarz tego co myślę i wtedy się zorientowałam, że już nie wiem o kim mówię, czy o tym facecie czy Michale.
Dostrzegłam, że znów mi się to dzieje. Zalewa mnie złość, gdy okazuje się, że nie daję już rady, że za wiele na siebie wzięłam w ostatnim czasie i znów nie umiałam wybrać mniej i poprosić o pomoc przy tym czego już było zbyt wiele.
Dopiero jak sobie to uświadomiłam, byłam gotowa wejść w dialog.
O porozumieniu w związku będę prowadziła warsztaty od stycznia, gdyby ktoś z Was chciał się dowiedzieć więcej, to zapraszam tutaj:
https://communitas.com.pl/
Coś mi się wydaje , że do czasu pierwszego spotkania jeszcze nie jeden raz przekonam się o tym, że za moje granice i potrzeby odpowiedzialna jestem po prostu JA.


