Od wielu godzin są ze mną dzieci i…

Zastanawiam się czy…, a właściwie to przypuszczam, że jest teraz wielu rodziców, którzy opiekują się swoimi zakatarzonymi lub pokasłującymi dziećmi w domu.

 

Moi drodzy jestem w tym miejscu i chciałabym obdarzyć was siostrzanym uściskiem z wyrazami zrozumienia i współczucia jednocześnie.

 

Dlaczego ?

 

Zacznę od tego, że ja sobie SAMOWSPÓŁCZUJĘ już od kilku dni.

 

Jest teraz akurat tak, że oni są przeziębieni, wszyscy dziadkowie pracują, mąż ma pracę jaką ma, a ja mam wolny zawód i nie potrafię znaleźć niani, która chce być tylko „ od choroby”.

Jestem więc z chłopcami od 12 do 15 godzin sama.

 

Dzicz- to takie określenie, które w odniesieniu do przyrody może stanowić źródło ekscytacji bo mówi o miejscu w przyrodzie gdzie ludzie nie postawili swojej stopy i nie sprawują nad nim kontroli , a w kontekście naszych dzieci, określa poziom ich witalności i interakcji, która często wymyka się mi spod kontroli 🤯

 

Uwierzcie mi, jak bardzo chciałam mieć synów, nie wiedziałam po prostu , że oni będą jak atomy, które się ze sobą zderzają, a po chwili każdy jest w innym miejscu.

Czy z córkami tez tak jest?

 

Ciągły ruch tak bym mogła określić ich stan skupienia.

 

Nie byłabym jednak do końca szczera, są dwie rzeczy, które ich zatrzymują

 

  1. budowanie z lego
  2. media. Słabo teraz myślę o tym czy to odpowiednia ilość dla dzieci w ich wieku, doceniam z wdzięcznością to 120 minut w ciągu całego dnia, bo właśnie wtedy dzwonię do kogoś zaufanego by dostać empatię lub czytam książkę popijając ciepłą kawą.

 

Głównie jednak jest dynamiczny kontakt i to taki, w którym dziecko:

 

  • wskakuje mi na plecy bez ostrzeżenia
  • wiesza się na mnie
  • wspina się po mnie
  • ociera o mnie
  • napiera na mnie

 

Powiedzmy sobie szczerze, nie znam zbyt wielu ludzi, którzy lubią być dotykani cały dzień z różną intensywnością i czasem z zaskoczenia.

 

Ja jestem wrażliwa na bodźce dotykowe i pod koniec dnia muszę się otulić mocno kołdrą, aż po samą głowę by ponownie poczuć swoje ciało.

 

To jest o tym, że nawet wtedy gdy moją podstawową potrzebą jest dotyk, bliskość i czułość to ma znaczenie: kiedy, z kim i w jaki sposób zaspokajam tą potrzebę.

 

Gdy bodźców czuciowych jest za wiele to nie jest mi dobrze i nadal trudno mi przy małych dzieciach zadbać o swoje granice w tym obszarze.

 

Powiem wam jeszcze, że wychodzę w tym niecodziennym czasie z synami na spacer każdego dnia na 3 godziny niezależnie od tego czy jest słońce czy deszcz .

Mieszkamy szczęśliwie w zielonej dzielnicy, gdzie jest dużo miejsc do zabawy w terenie.

 

Chyba tylko chodzenie i oddychanie wśród drzew pomaga mi się teraz skutecznie samoregulować.

 

Widzę, że dla nich ganianie się w błocie, wspinanie po drzewach i szukanie patyków też jest bardziej wspierające niż zabawa w berka w mieszkaniu.

 

 

 

Wracając do współczucia.

 

Czasem jest tak, że bierzemy na siebie tyle ile w danym czasie trzeba, bo nie znajdujemy sposobu na podzielenie opieki nad chorującemu dziećmi z innym dorosłym.

 

Chciałabym podkreślić, że współczucie sobie samemu jest odruchem dbania o siebie w sytuacji, która jest dla nas trudna, obciążająca, wyczerpująca fizycznie i emocjonalnie.

 

Dobrze jest w takim czasie powiedzieć do siebie z czułością i troską coś co powiedzielibyście komuś na kim wam zależy i raz jeszcze pomyśleć o poproszeniu o pomoc.

 

Ja dziś do siebie powiedziałam:

ależ to wszystko ciężkie! Ja pitolę, nie dziwię się, że mam dość, święty by zwariował od tego hałasu !

Dobra, nie sprzątam.

Na obiad dam im kotlety i chleb albo płatki, nie mam siły teraz gotować.

Jak Michał wróci to biorę wino i książkę do łazienki i nie wyjdę aż usną.

Jutro poproszę mamę by po pracy przyjechała, wyjdę na trochę i odsapnę.

 

Zasnęli nim poszłam do łazienki :).

Dzięki temu poczułam chęć podzielenia się tutaj z wami tym co u mnie żywe.

Jejku jaka przyjemna jest dla mnie ta chwila, gdy wiem, że dalej mogę robić to na co mam ochotę  aż do rana ;).

Posyłam siostrzane uściski wszystkim moim siostrom i braciom na polu walki jakim jest wielogodzinna opieka nad chorującymi dziećmi.

Jeśli potrzebujecie wzmocnić się w obszarze samowspółczucia to zachęcam was do czytania teraz i zawsze 🙂 książki dr Kristin Neff „Jak być dobrym dla siebie” !!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *