Ostatnio jem sporo hummusu.
Widzę, że przytyłam.
Na bank od tej pasty z ciecierzycy, bo przecież nie od pierników popijacych kawą z tłustym mlekiem 😉
Wybieram hummus jako winowajcę dodatkowych kilogramów.
Nie będę przecież winić siebie?!
Jakoś nie leży mi branie tematu tycia na swoje barki.
Dobra, to za co jeszcze nie biorę odpowiedzialności?
Mówię o odpowiedzialności osobistej w rozumieniu Jespera Juula czyli:
” Odpowiedzialności, jaką bierzemy za siebie – za swoje zdrowie i rozwój fizyczny, psychiczny umysłowy i duchowy. “
Zastanawiam się.
Ostatnio nie dbam o to by się wysypiać i później wstaje wkurzona, gdy mnie ktoś obudzi.
No właśnie, wkurzona.
Czy ja biorę odpowiedzialność za swoje emocje, za swój stan umysłu i ducha?
Mam poczucie,że im więcej biorę sobie na głowę,im więcej dokładam sobie zadań tym trudniej mi brać odpowiedzialność za siebie.
Zdecydowanie łatwiej mi wtedy przychodzi szukanie winnego mojego zmęczenia, rozdrażnienia i niewyspania.
Branie odpowiedzialności za siebie to dla mnie uważność na siebie , na to co się ze mną dzieje i pomaganie sobie.
Czasami zatrzymanie się i wycofanie się z działania jest wzięciem odpowiedzialności za siebie.
Myślę, że z większym trudem wchodzę w odpowiedzialność osobistą niż odpowiedzialność społeczną czyli : “odpowiedzialność, jaką ponosimy za siebie nawzajem- za osoby z naszej rodziny, otoczenia, społeczeństwa i za całą ludzkość. Pozwala ona na prawidłowe funkcjonowanie większych zbiorowości- grup społecznych i społeczeństwa.” Jesper Juul
Wydaje mi się, że wykazuje się małą troską o własny dobrostan, bardziej skupiam się na komforcie innych.
Pojawiają się teraz we mnie pytania:
Za co obecnie biorę odpowiedzialność?
Jak mi z tym jest?
Co chciałabym zmienić?
Jak to zrobię?
…



Olu, czuję że mam podobnie w kwestii odpowiedzialności, że łatwiej mi dbać o innych – tzn to traktować jako priorytet bardziej niż dbanie o siebie. Jednocześnie zauważam, że gdy zadbam o siebie, wyśpię się w szczególności, zdecydowanie łatwiej mi widzieć potrzeby moich dzieci i męża. I to wycofanie się z działania traktuję wtedy jako strategię na rzecz zadbania o mnie i o moich bliskich.
Aniu, mam podobnie! Pamiętam pierwszy poranek, gdzie dzieci spędziły noc u dziadków. Ten komfort, że budzę się kiedy czuję, że to już. Jem niespieszne śniadanie, wypijam kawę za jednym razem, a nie na raty. czytam gazetę i rozglądam się wokół. Pamiętam jakie uczucia towarzyszyły mi gdy po nich jechałam, byłam radosna i podekscytowana, autentycznie cieszyłam się z tego, ze ich zobaczę. To była zupełnie inna jakość wchodzenia w kontakt z bliskimi niż wtedy, gdy czuję się przytłoczona.