Czasem pomaga liczenie.
Głębokie wdechy i wydechy też pomagają.
Przeklinanie mi pomaga bardzo, gdy w poduszkę wrzeszczę K..wa to przychodzi ulga!
Skakanie ze złości, płakanie z bezsilności i wygadywanie się przez telefon przyjaciółce z potrzeby wspólnoty i empatii – regularnie mi pomagają poradzić sobie ze zwrotami akcji, jakie następują w moim rodzicielstwie.
Zwrot akcji może nastąpić w nocy.
Zdrowe dziecko zamienia się w chore i to nie zapowiada niczego dobrego.
Wiedzą o tym rodzice, którzy w środku nocy, zmieniają na głowach swoich dzieci kompresy, zaprowadzają nieprzytomne pociechy do toalety i czuwają przy nich gdy maluchy wymiotują i doświadczają różnych odcieni infekcji.
Chwila gdy rodzic orientuje się, że poranek nie przyniesie tego co było zaplanowane, jest momentem przejścia.
Tak ja przynajmniej go postrzegam.
Następuje przejście emocjonalne ze spokoju w niepokój.
Pojawia się karuzela pytań w głowie:
- Co mu dolega?
- Czy to coś poważnego?
- A co jeśli inni domownicy też polegną?
- Kto mi pomoże?
- A co z pracą?
- Skąd to cholerstwo?
- Czy inne dzieci też tyle chorują?
- Jak ja to ogarnę?
- Nie mogę zrobić sobie teraz wolnego?
- Co ja mam zrobić?
- Co mu jest?
Mam taką obserwację:
gdy moje dzieci chorują, wprowadza się do nas chaos.
Obowiązującym strojem domowym staje się piżama, kubki i talerze znajdują się wszędzie, blat kuchenny klei się od lepkich syropów, a telewizor i laptop działają więcej niż bym chciała.
Mniej więcej koło godziny 14.00 dnia następnego po felernej nocy, następuje przebudzenie mocy.
Niestety nie tej rodzicielskiej tylko dziecięcej.
To jest zazwyczaj taki moment, gdy zmęczony opiekun chorego dziecka, marzy o śnie i zmienniku.
Wtedy zaczyna się poszukiwanie sposobów działania, które pomogą przetrwać do wieczora.
Te z początku tekstu wykorzystuję najczęściej, ale sięgam też po gry planszowe, te które sama lubię, a dzieci nieco kumają jak w nie grać, wyciągam ciastolinę na “czarną godzinę”, tak! trzymam taką w szafie wraz z gazetkami do wyklejania i innymi czasopochłaniaczami bez prądu !
Po co?
Bo wiem już o sobie tyle, że jak zostanę z MAMO NIE MAM SIŁY i NUDZI MI SIĘ przez więcej niż 3 godziny, to nawet techniki relaksacyjne mnie nie powstrzymają przed zagładą.
Ten wpis jest o tym, że wymagające sytuacje takie jak nagłe infekcje u dzieci, stawiają rodziców w trudnym położeniu.
Niewyspanie, obawa o zdrowie dziecka, lęk przed problemami w pracy, to wszystko widzę jako stresory, które mogą spowodować, że opieka nad dzieckiem w domu stanie się próbą radzenia sobie ze złością.
Już teraz wiem, że gdy spotkam się 21 kwietnia w Kawiarnianej Wiosce ze świadomymi rodzicami, poruszę temat poczucia winy w kontekście lęku, złości i niezaspokojonych potrzeb.
A tymczasem po trudnej nocy, wyruszam na wyczekiwany spacer, bo pomoc właśnie nadeszła.


