Przecież wiadomo, że w rodzinnych wakacjach w dużej mierze, chodzi o dzieciaki.
O to, by były radosne i miały fajnie, by się regenerowały po i przed szkolnym rokiem.
O to też, by wzmacniać więź i bez napięcia być razem czyli o nas dorosłych też w tym chodzi.
Wszystko wiadomo i pojawia się życie.
Dziś miało ono kształt portowego pikniku, na którym huczało od muzy, kręciło w nosie od różnych zapachów, a ludzie ocierali się o siebie przedostając się we wszystkich kierunkach.
Mazurska miejscowość stanęła na głowie, by w namiotach z atrakcjami nie zabrakło również tych militarnych prosto z Giżyckiej jednostki wojskowej, którą to umundurowani żołnierze godnie reprezentowali.
Ojciec dzieci z ochotą ruszył z synami by zgłębić tajniki uzbrojenia, a ja z Bowie zaczęłam szukać schronu tudzież schronienia przed tym nadmiarem wszystkiego.
Skończyłyśmy na ławce, daleko od Portu, daleko od wszystkich.
Obie rozedrgane i poirytowane, szukające spokoju.
Ja z myślami, że nie wiedziałam, że tak będzie, że chciałam połazić po Węgorzewie, bo słyszałam, że jest najspokojniej i brak ludzi, a tu dupa.
Siedziałam godzinę na ławce z Bowie przy nodze, na obrzeżach by jakoś dojść do siebie i wyregulować sunię.
Czekałam na Michała i na chłopców, chciałam już wrócić do naszego pięknego dzikiego miejsca „ Z Fasonem” i usiąść na tarasie w ciszy, patrząc na pasące się konie i klekoczące bociany.
Od powrotu z Irlandii mam w sobie pytanie, jak ja wrócę do codzienności, uznając to czego już się dowiedziałam o moim zdrowym Mało ?
Zdrowe Mało nie jest pozbawione wyzwań, ale jest pozbawione durnego zgiełku, bodźców, które mnie wytrącają, jest osadzone w moich podstawowych potrzebach ( ruchu, śnie, jedzeniu, byciu w relacji) i dotyka też tych wyższych, ale realizuje je w niskim napięciu zamiast pod napięciem.
I teraz uniosłam głowę znad telefonu, siedzę na tym cudnym tarasie, a stado koni przechadza się swobodnie na wzgórzu przede mną , westchnęłam „Ojej” z zachwytem.
Wzdycham z radością do tej chwili luzu w we mnie, jestem odprężona i myślę, że sobie poradzę, że gdy przyjdzie ten czas powrotu do obowiązków, dzieci do szkoły, my do pracy, to znów odpuszczę, może nieco więcej niż rok temu.
Zostawię zdrowe Mało i będę żywa zamiast dzielna, a silna, stabilna i wytrwała pewnie też będę, tak jak byłam w górach, tak jak potrafię być, gdy wierzę, że warto i gdy dostaję zwrot ( lekkość, sytość, świadomość, dobro)z tego wysiłku.
Pozdrawiam was z dzikiej ciszy
