Listopad się kończy.
Przeżywałam go jako Czująca.
Gdy, ktoś mnie pyta czy jestem zadaniowa to uśmiecham się i mówię, że dawniej byłam bardzo, teraz też jestem,ale częściej wybieram bycie wędrującą czyli taką, której uwaga skupiona jest na drodze bardziej niż na celu.
Moje ostatnie ścieżki obfitowały w doświadczenia, z którymi obchodzę się obecnie bardzo czule.
Wzięłam udział w dwóch bardzo intensywnych procesach rozwojowych, z których jeden był bezpieczną przestrzenią do bycia w duchowości, ruchem do czucia i integrowania na poziomie świadomości, a drugi branżowym szkoleniem, w którym głębokość zachodzących procesów bywała doTkliwa.
Mówiąc wprost, naprzeżywałam się jak dzika i to było ogromnie wymagające pod względem samoregulacji.
Nie mogłam sobie odmówić wibrującego Poruszania się w sobie. Dobrze, że nie zostałam w głowie.
Wiem, że mogę żywo poruszać się w miłości, gdy pozostanę otwarta na przeżywanie siebie w cierpieniu.
Uśmiecham się z szacunkiem i wdzięcznością do ludzi, którzy szli obok mnie w tym miesiącu.
Przy których dotykałam tematu śmierci i życia, czując moc obu tych energii.
Na poziomie myśli przyjmuję teraz perspektywę, w której postrzegam swoje JESTEM z poziomu Pełni Istnienia.
Mogę oczywiście mówić, że czegoś tam nie potrafię robić inaczej, głupio decyduję, odtwarzam schematy itd, bo mam jakieś braki z tych i wcześniejszych więzi jako człowiek.
No mogę.
Mnie jednak to nie wzmacnia dzisiaj.
Wolę ukochać siebie, to kim już jestem i jak potrafię coraz zdrowiej się samoregulować.
Przyjmuję, że odwalam manianę co jakiś czas i wtedy fala zażenowania mnie porywa z łatwością.
Udaje mi się często brać za takie akcje odpowiedzialność.
Mam też te dłuższe momenty zatrzymania, przed decyzją czy wejść w jakieś działanie czy nie, bo może już wiem lepiej co nie jest moje, a co leży blisko moich wartości.
W większości czasu jestem jednak intuicyjna, żywa i spontaniczna, decydująca z poziomu ciała i to często są bardzo decyzje ku życiu, ku śmierci zaciąga mnie zdecydowanie mocniej głowa.
Jestem zachwycona tym jak Kobiety kreatywnie znajdują sposób by transformować ból i cierpienie w odrodzenie.
Jest to w moim przeżyciu jedna z najbardziej niezwykłych mocy jaką posiadamy, której poruszający wymiar można zobaczyć w estońskim dokumencie Anny Hints „ Siostrzeństwo Świętej Sauny”.
W tym miesiącu w różnych „ plemionach” wypociłam złość, wytańczyłam radość i smutek, wyśpiewałam żal i pragnienie, a moje serce pulsowało. I byli w tym inni Czujący ludzie, kobiety i mężczyźni.
Wszyscy cyklicznie dotykamy śmierci i życia w naszej codzienności.
Możemy jednak chcieć zatrzymywać się tylko przy jednej z tych energii, nie chcąc kontaktować się z drugą, wtedy trudno mówić o zdrowym przepływie.
Możemy też wybrać pełnię.
Towarzyszy tego doświadczenia.
Transformację zamiast utknięcia.
Poczuć śmierć i ruszyć ku życiu.
Dobrze jest decydować o swoim JESTEM.
Ps. Zdjęcie zrobiłam kilka tygodni temu na plaży w Łebie, gdy spacerowałam i oddychałam z ulgą, po tym jak życie wydało mi się przerażająco nieprzewidywalne i pociągająco ciekawe.
Listopadowe uznanie śmierci i czerpanie z ruchu ku życiu
Listopad się kończy. Przeżywałam go jako Czująca. Gdy, ktoś mnie pyta czy jestem zadaniowa to uśmiecham się i mówię, że dawniej byłam bardzo, teraz też jestem,ale częściej wybieram bycie wędrującą czyli taką, której uwaga skupiona jest na drodze bardziej niż na celu. Moje ostatnie ścieżki obfitowały w doświadczenia, z którymi obchodzę się obecnie bardzo czule…. Więcej »


