Tydzień temu, gdy siedziałam u przyjaciół w domu, a nasza rozmowa zeszła na książki, które obecnie czytamy, westchnęłam ciężko.
„ Męczę się z taką jedną już kolejny miesiąc i naprawdę, gdybym umiała rzucić książkę w zniechęceniu i znużeniu nie dając już jej szansy, to dawno czytałabym coś innego.”– powiedziałam i zabrakło mi tylko teatralnego gestu machnięcia od niechcenia ręką, by nadać więcej dramatyzmu swojej wypowiedzi.
Nie było to oczywiście potrzebne, choć mogło być zabawne.
Powiedziałam zresztą tylko część prawdy.
Mimo delikatnych tendencji masochistycznych, mam co chyba trudniej przyznać, słabość do wątków ukazujących uwikłania między ekscentrycznymi postaciami, a tych nie brakuje w fikcji biograficznej napisanej przez Kerri Maher.
W „Księgarni w Paryżu” zafascynowała mnie bohaterka Sylvia, a zwłaszcza to w jaki sposób wchodzi w relacje zawodowe i romantyczne.
Próba zrozumienia, dlaczego z takim zaangażowaniem i poświęceniem Sylvia Beach weszła we współpracę z egocentrycznym i humorzastym Jamesem Jooyce’em, który jako autor Ulissesa przysporzył jej wielu wydawniczych zmartwień, trzymała mnie przy tej powieści jak magnetyczna nić.
Trudno mi było zrozumieć jej przekroczenie siebie samej dla skupionego na sobie i roszczeniowego artysty, który doskonale wiedział jak wykorzystać zachwyt Sylvii nad jego geniuszem.
Trudno mi wybaczyć autorce nużący i „śmiertelnie nudny realizm”, zwłaszcza w pierwszej połowie książki, który sprawiał, że odkładałam ją na kilka dni.
Na szczęście Kerri Maher zarzuciła na mnie przynętę, pisząc o ambitnych i niezależnie myślących kobietach.
Dzięki temu wracałam do czytania, by spotkać się z działaniami i pragnieniami głównych bohaterek, kuszona również opisami apetycznych dań spod ręki Adrienne oraz by zaspokoić apetyt na plotkarskie wystawne przyjęcia, na których aż huczało o tym jak artyści starali się „ wkurzyć wszystkich w imię sztuki”.
„Księgarnia w Paryżu” to powieść dla tych, którzy kochają książki, ale również dla czytelników, którzy lubią czytać o tych, którzy się na wiele sposobów kochali w mieście miłości.
Sylvia wraz ze swoją partnerką i kochanką Adrienne, stanowią mocny duet właścicielek księgarni, które swoim podziwem i słabością do intelektualistek i intelektualistów, przyciągnęły do siebie emigracyjną bohemę w Paryżu wraz z Ernestem Hemingway’em i Jamesem Jooyce’em na czele.
Przyznam, że moja irytacja wobec zbyt uległej postawy Sylvii malała, gdy podążałam za Adrienne, która z czułością podkreślała jak mądrą i wrażliwą kobietą jest Sylvia, prosząc przy tym ukochaną by zaczęła dbać o swoje granice w pracy z „ fałszywym Jezusem”.
Czy skutecznie ?
O tym przekonacie się czytając „ Księgarnię w Paryżu.” Wydawnictwo Znak.
Ja zapamiętam „ Księgarnię w Paryżu” jako powieść o przyjaźniach, które zrodziły się na polu miłości do literatury, o intymnych i trwałych relacjach oraz takich zależnościach, które stały się źródłem cierpienia, a ich puszczenie było możliwe dzięki pokorze podlanej odwagą z obu stron.
Z wdzięcznością uśmiecham się tym wpisem do Was moim przyjaciele, z którymi łączy mnie miłość do książek i serdecznie Was proszę : Oby nam nigdy nie przeszło!
Księgarnia w Paryżu
Wstałam dziś z postanowieniem, że to jest ten dzień, gdy dowiem się jak kończy się „ Księgarnia w Paryżu”, a byłam w połowie książki.
Naprawdę miałam już ją rzucić w cholerę, ale trzymało mnie pragnienie by dowiedzieć się, czy Sylvia doceni wreszcie siebie chociaż w połowie tak mocno jak daży ją uznaniem Adrienne, no i czy odważy się postawić wobec roszczeniowego Jamesa Joyce’a, którego postać doprowadzała mnie w tej książce do szału.
Przeczytałam i swoje wiem????, a was zapraszam do mojego wpisu, który być może zachęci was do odwiedzenia „ Księgarni w Paryżu”.


