Mi się czasem bardzo nie chce.
W taki dzień, gdy wstaję zmęczona bo kiepsko spałam w nocy.
I wtedy, gdy widzę ile jest do zrobienia w domu.
Gdy się spieszę.
Kiedy zabawa mi się nie podoba.
Lista powodów, dla których unikam lub odmawiam zabawy jest długa.
Czasem daję sobie bezdyskusyjne prawo by nie chcieć się bawić i już.
Gdy jednak, regularnie dopada mnie niechęć do zabawy z dziećmi, lubię sobie przypominać o tym:
“Odmawiając udziału w zabawie, tracimy znacznie więcej niż ją samą. To podczas niej dzieci dzielą się z nami swoimi najskrytszymi uczuciami i doświadczeniami, o których normalnie nie potrafiłyby lub nie chciałyby rozmawiać. Musimy wysłuchać tego, co mają nam do powiedzenia, a one potrzebują okazji, żeby się tym z nami podzielić.
To dlatego musimy wejść z nimi do ich własnego świata, na ich własnych warunkach. Żadne dziecko nie powie: “Miałem dzisiaj ciężki dzień w szkole, czy możemy o tym porozmawiać?”. Zamiast tego zapyta, czy pójdziemy się z nim pobawić.
Jeśli się zgodzimy, odegra to, co mu się przytrafiło, tak jak potrafi najlepiej. Albo nie powie nic, czekając, aż przejmiemy inicjatywę. Być może w przeciągu tej jednej zabawy pomożemy mu odnaleźć pewność siebie i sprawimy, że na nowo poczuje się kochane – a tego właśnie potrzebuje, by następnego dnia w szkole samo rozwiązać problem, z którym nie mogło sobie poradzić.
Jeśli uzna jednak, że na pewno nie będziemy chcieli się z nim bawić, czasem nawet nie zapyta. Będzie się zajmowało swoimi sprawami, tak jak my swoimi, i wszyscy stracimy szansę na odbudowanie więzi.”
Lawrence J. Cohen “Rodzicielstwo przez zabawę”
W przełamywaniu swojego zniechęcenia i oporu przed zabawą pomaga mi myśl, że propozycja zabawy ze strony dziecka jest zaproszeniem mnie do jego świata, do którego tak bardzo chcę mieć dostęp.
Nie zawsze mam czas i siłę by się bawić i to jest dla mnie ok.
Mam jednocześnie uważność na to, jak często odmawiam, nie chcę by stało się to moim nawykiem, zbyt wiele mogłabym przez to stracić.


