Doskonałość w rodzicielstwie nie jest celem.

Mi się naprawdę wydawało, że jest.

Przed narodzinami chłopców byłam przekonana, że większość rzeczy w macierzyństwie pójdzie bezproblemowo, potrafiłam przecież osiągać cele jak tylko je doprecyzowałam i miałam plan działania.

Samo przygotowanie wyprawki pokazało mi, że jak się działa według listy to osiąga się sukces.

Tak mi się wydawało do czasu, gdy wróciłam ze szpitala z dzieckiem i okazało się, że połowa rzeczy nie jest jednak potrzebna.

Ups! Pierwszy rozjazd.

Było ich więcej.

Zdecydowałam, że po narodzinach pierwszego syna, zostanę z nim w domu, aż pójdzie do przedszkola.

Po dwóch latach urodził się drugi syn i jemu również postanowiłam towarzyszyć przez 3 lata nim wrócę do aktywności zawodowej.

Mogłabym długo opowiadać o tym, do jak wielu źródeł sięgałam by odszukać przepis na wychowanie “idealnego dziecka “.

Chciałam wierzyć, że są jasne wytyczne co do tego, co trzeba robić i czego nie wolno, by dziecko stało się takie jakie chciałam by było.

Pojechałam na Kurs Rodzicielstwa Bliskości po receptę na udane macierzyństwo i wyjechałam z rozczarowującą w pierwszej chwili informacją, że nie ma wytycznych tylko jest sprawdzanie co sprzyja rozwojowi dziecka i budowaniu relacji rodzinnych.

Kurde! Nijak to się miało do mojej chęci osiągania perfekcji w rodzicielstwie.

Im bardziej chciałam być doskonała, tym bardziej byłam spięta.

Miałam taki czas, że w obawie przed tym, że moje dzieci nie zostaną wystarczająco zauważone w tym co przeżywają, zaopiekowane i usłyszane, krążyłam wokół nich jak sokół by nie przegapić momentu, gdy będę potrzebna ze swoją empatią i mądrością.

Padałam na twarz ze zmęczenia ilością zadań jakie sobie nakładałam.

Bardzo chciałam sobie i innym udowodnić, że spełniam się jako matka idealna.

  • Robiłam listę rzeczy dziecka do zabrania przed wyjściem z domu, by nie okazało się w parku, że brakuje mi czegoś czego matce idealnej nie powinno np. kremu do pupy czy zapasowego bodziaka, a już Nie Daj Boże mleka, gdy karmiłam butelką.
  • Chciałam by inni zobaczyli, że rozumiem swoje dzieci jak nikt inny, że niemal czytam im w myślach , bo mam z nimi tak silną więź. Oczywiście bezpieczną, bo inna nie wchodziła w grę 😉 !
  • Czułam się jak matka komandos, przygotowana na każdą ekstremalną sytuację, która nie wpada w panikę, nawet gdy dziecko zaczyna mieć bezdech, spada z drabinki czy gubi się w markecie, bo musi się trzymać i pokazać, że WIE CO ROBI, dla dobra dziecka i całego społeczeństwa.

Mimo wszelkich starań, coraz częściej doświadczałam wstydu, poczucia winy i niedoskonałości.

Sporo czasu mi zajęło zdanie sobie sprawy, że nie ma czegoś takiego jak rodzicielstwo idealne.

Musiałam zaliczyć rodzicielską glebę wiele razy, by do mnie dotarło, że nie istnieją super matki, są natomiast wystarczająco dobrzy zaangażowani rodzice!

 

“Doskonałość w rodzicielstwie nie jest celem. W rzeczywistości największe dary- chwile, z których możemy wynieść największą naukę- zdarzają się w tych niedoskonałych momentach, gdy pozwalamy naszym dzieciom pomagać nam pamiętać o przepaści.[ …] termin poświęcać się, w swojej oryginalnej łacińskiej formie oznacza czynić świętym lub dokonywać poświęcenia. Całym sercem, wierzę, że gdy jesteśmy w pełni zaangażowani w rodzicielstwo, bez względu na to jak niedoskonałe, pełne słabości i nieuporządkowane, to tworzymy coś świętego”

Brene Brown “Z wielką odwagą”

 

Zapraszam, na warsztat ” Good enough Mums” mamy, które chciałaby otrzymać wsparcie w wychodzeniu z perfekcjonizmu na rzecz nieidealnego i zaangażowanego rodzicielstwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *