Dzisiejszy poranek szczególnie mocno mnie doświadczył.
Wojciech wstał niezadowolony.
Nie chciał śniadania, które mu przygotowałam, ani żadnego innego.
Wyjścia do przedszkola kategorycznie odmówił, krzycząc przy tym: Boję się , nie chcę chodzić do przedszkola.
Schował się w swoim pokoju.
Rozmawialiśmy dłuższą chwilę o tym czego się boi i co by mu pomogło pójść do przedszkola.
Powiedział, że nie chce iść do swojej grupy tylko do Piotrusia grupy starszaków.
Zapytałam go, czy chce bym poprosiła o to Panią i w tej chwili przerwał mi Piotruś, który oznajmił, że on go nie chce w grupie i nie będzie się z nim bawił tylko ze swoimi kolegami.
Gdyby wzrok mógł zabijać, starszak padłby trupem ??♀️
Tą są chwile, w których trudno mi zobaczyć, że drugie dziecko może chcieć zadbać o siebie i ochronić się przed zachowaniami brata w emocjach.
Starając się zachować spokój, powiedziałam, że mu pomogę w przedszkolu poczuć się dobrze, ale teraz musimy już wyjść z domu.
Niechętnie się ubrał.
Droga upłynęła nam na słuchaniu jak Wojtek opowiada, o smoku, który pożera i innych stworach, które są groźne, oraz o tym, że już nigdy nie będzie chodził do przedszkola.
Weszliśmy do placówki i twarz Wojtka pojaśniała dopiero gdy usłyszał, że na śniadanie są płatki czekoladowe.
Zgodził się wejść do jadalni po tym jak ustaliliśmy, że on idzie na śniadanko, a ja do Pani starszaków, by poprosić ją o pomoc.
Teoretycznie wszystko było już dobrze, ale gdy zwróciłam się do nauczycielki z prośbą o wsparcie i przyjęcie Wojtka do grupy na początek dnia, nagle pociekły mi łzy.
Wyksztusiłam z siebie płacząc, że chodzi mi o to, że mu jest dziś trudno i bardzo potrzebuje wsparcia i to jest ważne by je dostał.
Zaskoczona i lekko zakłopotana nauczycielka uśmiechnęła się po chwili i przystała na moją prośbę.
Poszłam do samochodu i płakałam dalej.
Dopiero później uzmysłowiłam sobie, że wypowiedziane słowa były o mnie.
Mieliśmy tego poranka takie same potrzeby z Wojtkiem.
Potrzebowaliśmy zrozumienia, empatii i brania nas pod uwagę.
Ciężar jaki poczułam w klatce piersiowej brał się z poczucia winy.
Winiłam się za to, że nie zdecydowałam się go zostawić w domu, chociaż bardzo mnie o to prosił.
Winiłam się również za to, że nie mam już teraz w sobie takiej elastyczności jaką miałam gdy Piotruś był w jego wieku, a ja wtedy byłam dostępna w domu i czasem zostawiałam go , gdy miał gorszy dzień.
Po wyjściu z przedszkola zadzwoniłam do przyjaciółki, która słysząc mój głos powiedziała tylko: słyszę cię, przyjeżdżaj!
Bardzo mi pomogło zbieranie myśli w jej towarzystwie i śniadanie jakim mnie nakarmiła, którego zapomniałam zjeść w domu.
Później jeszcze zadzwoniłam do Oli (mojej empatycznej dwójki), a na dokładkę do Renaty, by opowiedzieć jej prawdziwą historię, o tym co się właściwie dzisiaj stało.
Trzy osoby były mi potrzebne by uporać się z poczuciem winy, rozprawić się z oczekiwaniami jakie sama sobie stawiam i dostrzec siebie w tym kim jestem oraz czego potrzebuję.
Na warsztatach “Good enough Mums” opowiem o tym, dlaczego w sytuacjach trudnych, gdy dopada nas wstyd, empatia od innych i współczucie dla siebie są niezbędne by podnosić się z upadku i próbować dalej być tym kim jesteśmy naprawdę.
Swoją dzisiejszą historią zapraszam wszystkie mamy, które pragną wyzwolić się z perfekcjonizmu na spotkanie


