W “Darach niedoskonałości” Brene Brown opisuje jak tworzyła wraz z mężem listę rzeczy, które służą ich rodzinie:
“Co sprawia, że w naszej rodzinie jest dobrze? Wśród odpowiedzi znalazły się sen, ćwiczenia, zdrowe jedzenie, gotowanie, wolny czas, weekendy za miastem. Chodzenie do kościoła, towarzyszenie dzieciom w ich przedsięwzięciach, panowanie nad rodzinnym budżetem, ciekawa praca, która nie zabiera nam za dużo czasu, czas na wygłupy i spotkania z przyjaciółmi oraz rodziną, a także na to by trochę poleniuchować. To była ( i jest ) nasza “recepta na radość i sens w życiu”.
Następnie popatrzeliśmy na listę naszych marzeń, którą zaczęliśmy robić parę lat wcześniej. Wszystko w niej wiązało się z osiągnięciami lub zakupami: większy dom, wycieczki, wyższe pensje, plany zawodowe i tak dalej. Musielibyśmy więc więcej zarabiać i więcej wydawać.
Kiedy porównaliśmy obie listy, zdaliśmy sobie sprawę, że wystarczy dać sobie spokój z rzeczami, a możemy żyć jak chcemy – i to nie w przyszłości, ale tu i teraz. Te rzeczy, których tak bardzo pragnęliśmy, wcale nie poprawiły naszego życia.”
Po trzech dniach świętowania, zastanawiam się, co z tego co się wydarzyło, służyło mojej rodzinie.
Co było naprawdę ważne i sprzyjało naszym relacjom?
Myślę o tym by zrobić z Michałem naszą listę “radości i sensu”.
Może się okazać , że mamy bardzo podobnie, a może jednak nie?
Jeśli mamy różnie, to tym bardziej chciałabym o tym porozmawiać.
Kiedyś uwielbiałam robienie wszelkich rodzajów list: zakupów, zadań, postanowień itd.
Później zaczęły mnie one stresować, bo coraz mniej z tego co planowałam dochodziło do skutku i miałam poczucie porażki.
Teraz od czasu do czasu robię sobie jakąś listę po to by nazywać to czego chcę i się temu przyjrzeć.
Tak bym chciała podejść do listy rzeczy, które służą mojej rodzinie.
Zobaczyć na czym mi obecnie zależy, w co wierzę i zastanowić się dlaczego?
Poszukam czasu by to zrobić 🙂


