Na „Rodzinnej karuzeli”

Na „Rodzinnej karuzeli”
„Terapia rodzin bez tajemnic” zachęcił mnie podtytuł.
Karuzela ruszyła, na krzesełkach zasiadło dwóch terapeutów: Carl Whitaker i Augustus Y.Napier oraz rodzina Brice’ów i ja w roli czytelniczki zaciekawionej tym, co się właściwie będzie działo.
Pierwsze obroty były dość delikatne, ale później machina nabrała tempa.
Po pierwszych rozdziałach pomyślałam, że ustabilizowanie się w środowisku, które wiruje jest niezwykle trudne.
Gdy kręcisz się na karuzeli, to obrazy nakładają się na siebie, każdy kto siedzi ma swój odbiór rzeczywistości.
Karuzeli nie zatrzyma wola jednej osoby , do tego potrzebne jest współdziałanie każdego, kto wprawia karuzelę w ruch.
Prawdę powiedziawszy, podczas lektury momentami mnie mdliło, gdy opisywane konfrontacje w rodzinie przybierały formę ping ponga i prowadziły do eskalacji emocji.
Interwencje terapeutów skutecznie stabilizowały system, ale ewidentnie było widać na tych przykładach, że karuzela się kręci, bo system rodzinny stworzył już tyle połączeń, że trudno jest zatrzymać jej ruch.
Szczęśliwie wybrani członkowie rodziny nie wytrzymywali dynamiki rodziny i „ puszczali pawia” wyrzucając z siebie różne mocne i konfrontujące opinie na temat rodziny pochodzenia, czym ściągali na siebie uwagę systemu i najczęściej złość oraz próbę zrobienia porządku z tym, któremu nie pasuje, że reszta dalej chce się kręcić.
Aby „ Rodzinna Karuzela” zwolniła obroty, w terapii rodzinnej opisanej w książce, terapeuci starali się ujawnić system połączeń, odciągając uwagę od osoby objawiającej, a pokazując rodzinę jako organizm, który wpływa na to, który członek rodziny weźmie na siebie rolę kozła ofiarnego i poświęci się w celu utrzymania homeostazy systemu.
Gdy w trakcie czytania, przesiadałam się bliżej terapeutów, widziałam ile wysiłku i odwagi kosztuje każdego z obecnych na terapii puszczanie napięcia i próba zrozumienia swojego wpływu na pozostałych oraz wzajemnych oczekiwań, które napędzają karuzelę.
Członkowie rodziny wykazali się odwagą i autentycznie zaczęli wyrażać potrzeby i emocje, dzięki zbudowanemu w czasie zaufaniu do terapeutów, którzy uważnie przyglądali się procesowi.
To właśnie terapeuci zamoderowali współpracę tak, by zgłaszająca się rodzina mogła stopniowo wchodzić w rozwojową pracę nad przebudową swojego systemu.
Terapeuci mieli naprawdę trudne zadanie ponieważ
„ rodziny zgłaszające się na terapię mają własną strukturę, atmosferę i zasady. Ich porządek, organizacja i utarte schematy działania ustalały się przez lata wspólnego życia; są dla nich niezwykle ważne i bolesne. Jeśli jej członkowie mają, zrezygnować z tej bolesnej rutyny i podjąć próbę przebudowy siebie, to potrzebują silnego zewnętrznego wsparcia. Rodzinny tygiel musi mieć jakiś kształt, formę, dyscyplinę i rolą terapeuty jest je zapewnić. Rodzina musi mieć pewność, że to potrafimy, i dlatego poddaje nas najważniejszym próbom.”
Jako terapeutka, która przygotowuje się do pracy z parami i rodzinami, mam po przeczytaniu „ Rodzinnej karuzeli” jeszcze większy szacunek do powolności w pracy terapeutycznej.
Opisany w książce proces pogłębił moją świadomość złożoności mechanizmów, które mają służyć utrzymaniu rodziny w całość, a które nadwyrężają poszczególnych członków rodziny.
Zostaję z uznaniem wobec ciężkiej pracy jaką wykonała rodzina Brice’ów w stabilnym i rozwojowym prowadzeniu terapeutów rodzinnych i współautorów
książki „ Rodzinną karuzela”.
Zabieram sporo inspiracji i różne przestrogi, które mogą podeprzeć mnie w świadomej i zaangażowanej pracy z systemami rodzinnymi.
Polecam
„Rodzinna karuzela. Terapia rodzin bez tajemnic”
Augustus Y. Napier, Carl Whitaker

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *