W pierwszej chwili, gdy zapowiedziałam naszym synom, co będziemy robili w niedzielę, usłyszałam wiele pytań o to:

po co jest koncert charytatywny?

dlaczego akurat do Warszawy mamy jechać ?
i dlaczego to ważne ?
W ogóle mi się nie chciało tego tłumaczyć. Jakoś rozumiałam te pytania i jednocześnie nie chciało mi się uzasadniać tego, co zasilane z poziomu serca po prostu ma sens.
No dla mnie ma, ja znam Joannę, ale skoro oni nie, a ich do tego angażuję, to kumam, że mogą potrzebować rozumienia.
Powiedziałam im trochę o tym, kim jest Joanna, że zbierane są pieniądze na jej dalsze leczenie i że wierzę, że nasza obecność ma znaczenie, bo Bycie/ Godne Życie Ma Znaczenie.
W Klubie Mieszkańców panowała radosna, czuła i swobodna atmosfera.
Różne występy artystyczne przyjaciół Joanny wzruszały, bawiły i ciekawiły nas zgromadzonych w sali.
Gdy nadszedł czas aukcji, biorący udział w licytacjach pokazali, że znają się na szczodrości

, każdy starał się wzmocnić wartość obiektu, podnosząc stawkę, by do puli wpadły jak najwyższe kwoty.
Niektórzy wchodzili na wyżyny kreatywnego wspierania, przebijając w licytacji samych siebie

.
Można by rzec, że gdy Wartość Sprawy Nadrzędnej jest wysoka, dokonuje się szalenie spontanicznych i odważnych kroków z poziomu serca i portfela.
Miłość nas przyciągnęła w niedzielne popołudnie do Warszawy, ludzi do Joanny, a pieniądze mają tylko ten obrót miłosnej waluty możliwie solidnie podeprzeć.
Będąc tam wczoraj, nie miałam wątpliwości, że jest to iście naturalny proces.
Z mojego doświadczenia wiem, że bycie w kontakcie z Joanną to swobodne branie i dawanie.
Będąc wczoraj z moimi bliskimi wśród ludzi jej życzliwych, ten ruch wymiany przeżyłam również w innych relacjach i jestem przekonana, że było to możliwe dzięki temu jaka jest Joanna oraz świadomości po co tam jesteśmy.
Joanna swoim istnieniem świadczy: „Walczę i Jestem Tu” a przepływające złotówki okraszone miłością, mają szansę stać się karmiące dla jej zdrowej egzystencji.
Zachwycona i wzruszona wróciłam z chłopakami wczoraj do domu z wylicytowaną przez mojego Michała fotografią.
Pracę „Garncarz” w 2010r. wykonał D. Tkaczyk, który obserwował garncarza pracującego na tradycyjnym kole garncarskim.
Dla mnie uchwycił on nie tylko piękno tradycyjnego rzemiosła, ale również akt jakim jest Czułe Obejmowanie Procesu Stawania Się.
Cieszę się, że właśnie takie zdjęcie zawiśnie w naszym domu, w przestrzeni do pracy, które przypomina nam o tym, co nas kształtuje jako ludzi i zawodowo.
Jeśli miałabym ponownie odpowiedzieć synom na pytanie: czemu jedziemy do Warszawy? powiedziałabym, że wśród najfajniejszych rzeczy w życiu, warto jest doświadczyć jak pieniądze potrafią działać z miłością i że na koncercie charytatywnym, na który jedziemy będą brali w tym udział i że jestem pewna, że im się spodoba.
Jak dobrze, że Miłości nie można kupić, lecz miłością można pozyskać to, co naprawdę warto w życiu mieć.