Czasem, po kilku dniach intensywnej pracy intelektualnej oraz emocjonalnej, a często również fizycznej, doświadczam stanu jaki określam “masłem zamiast mózgu”.
To taki poziom zmęczenia, który utrudnia mi dostęp do strefy w mózgu związanej z rozwojem.
Trudno jest mi wtedy sklecić jakieś zdanie i być w prawdziwym kontakcie z ludźmi.
Czuję się trochę tak, jakby w mojej głowie coś się topiło i twardniało nieprzerwanie.
Ponieważ ciężko mi wtedy przychodzi wchodzenie w praktykę uważności , na oścież otwieram drzwi dawnym schematom myślenia.
Tak jakby szuflada w mózgu z napisem :
“zastanów się czemu chcesz to powiedzieć i zrobić?”
zacięła się na amen.
Jestem w tym czasie niezwykle podatna na perfekcjonizm i chęć pokazywania innym swojej silnej, samowystarczalnej strony.
Opowiadam straszne głupoty.
Nie jest dobrze, gdy spotykam wtedy znajomych ludzi i zaczynam z nimi rozmawiać.
Wyrzucam wówczas z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.
Sporo mówię z poziomu oceny i krytyki wobec innych, mam przy tym taki skrzywiony wyraz twarzy, który można interpretować jako:“ Co jest z tymi ludźmi do cholery, niech się ogarną”
Przy okazji podkreślam jak dobrze ja sobie radzę z tym i tamtym i że nikogo nie potrzebuję do pomocy.
Rozpływam się nad tym, jak ogarniam dwoje dzieci, naprawę pralki, przygotowanie warsztatów i pompowanie kół w samochodzie, sugerując przy tym, że mąż mało się angażuje, ale wiadomo jaką ma pracę.
Gdy już zaczyna mnie fizycznie i psychicznie dusić gorset Wonder Woman, szukam sposobu, by poczuć siebie i swoje ciało na nowo.
Ale uwaga, odpowiednia szuflada w mózgu nadal zamknięta, jedynie przez szparkę od klucza wydostaje się odrobina świadomego powietrza, dzięki której dostrzegam, że coś się dzieje.
Co więc robię.
Nadal z poziomu perfekcjonizmu , zaczynam nerwowo szukać w domu płyty z treningami znanej trenerki i zapodaję sobie coś co nie sprawia mi przyjemności, ale daje złudne poczucie kontroli nad własnym ciałem i życiem.
Całe szczęście, że masło z czasem ustępuje miejsca mózgowi, i jestem w stanie usłyszeć pytanie bliskiej osoby: Po co to robisz?
To pytanie jest jak klucz, który otwiera “szufladę świadomości”
Zadał mi je mój mąż, widząc jak zalana potem skaczę przed telewizorem, odliczając powtórzenia.
Zatrzymałam się.
Spojrzałam w lustro i zrobiłam sobie zdjęcie, by zachować tą chwilę przebudzenia.
Przypomniałam sobie cztery elementy budowania odporności na wstyd:
“Nazwanie go. Rozmowa o nim. Stworzenie własnej historii. Opowiedzenie tej historii .”Brene Brown“


