Jesper Juul wyciągnął do mnie pomocną dłoń tym fragmentem książki “ “NIE” z miłości.”:
“Małe dzieci stale przekraczają granice ustalone przez rodziców, co nie oznacza jednak ani braku szacunku, ani jakiegoś nieokrzesania. Są ciągle targane przez różne pragnienia i potrzeby, ale jednocześnie zwracają niezwykle dużo uwagi na sygnały, jakie otrzymują od dorosłych. Zachowanie dzieci zmierza zawsze do dwóch celów: zaspokojenia swoich pragnień i poznania rodziców. Chcą wiedzieć, co się rodzicom podoba, a co nie. W co się chętnie angażują, a co odrzucają. W ciągu swoich trzech-czterech lat życia dzieci szukają odpowiedzi na te pytania, dopóki nie dojdą do punktu, kiedy wiedzą już, co według rodziców jest dobre i złe- czyli gdy przyjmą w pewnym sensie ich wartości. “
Wspiera mnie przyjęcie perspektywy, że za zachowaniem dziecka, które jest trudne dla mnie do zaakceptowania, może stać jego potrzeba poznania siebie lub mnie.
Obcowanie z trzylatkiem i pięciolatkiem, którzy regularnie mówią “NIE” i robią rzeczy, na które ja nie mam zgody, to szkoła życia.
Na drodze do porozumienia z dzieckiem , zwłaszcza wtedy gdy zachowanie małego człowieka, nie spotyka się z moją akceptacją, pomaga mi wyrażanie siebie w języku osobistym.
“Kiedy mówimy o sobie i swoich uczuciach, nie możemy nikogo zranić ani obrazić- co jednak zdarza się prawie zawsze gdy mówimy o innych […] Mówiąc o sobie, o swoich uczuciach i potrzebach, robimy większe wrażenie na innych – mogą reagować zdumieniem, smutkiem, refleksją albo rozczarowaniem. Nigdy jednak nie przekraczamy ich osobistych granic i nie naruszamy ich poczucia godności. Mogą zostać poruszeni emocjonalnie- co zresztą często jest naszym celem- ale nie obrażeni.”
J. Juul
Dla mnie w wyrażaniu siebie ważne jest by mieć możliwość powiedzenia o tym co mnie porusza, na czym mi zależy , tak by zostać w tym usłyszana i zobaczona.
Mam w “wyrażaniu siebie” taką intencję, by być blisko siebie, swoich potrzeb, jednocześnie uznając też potrzeby innych i mając otwartość na to, że moja prośba, jaką mam chęć wyrazić, może nie zostać przyjęta.
Czasem słyszę od bliskich mi osób: Czy nie łatwiej jest po prostu powiedzieć : Nie wolno tak robić i już!
Zgadzam się, że łatwiej !
Ale ja wybrałam inaczej.
Wybrałam taką drogę do porozumienia z dzieckiem, która jest najbardziej spójna z moją indywidualnością.
Wierzę, że jeśli będę mówiła do dziecka w zgodzie ze sobą, swoimi wartościami i sposobem widzenia świata, to zyskam więcej szacunku i zrozumienia ze strony dziecka.
Widzę w moich synach chęć współpracy ze mną, gdy mówię im o tym co i dlaczego jest dla nie ważne.
Jest mi czasem ciężko, gdy dzieci nie odpowiadają na moje prośby, ale jest mi jeszcze trudniej gdy w złości zaczynam je atakować oceną i krytyką, a później widzę, że one nie chcą być blisko mnie.
Gdy mam kłopot w radzeniu sobie z odmową, sięgam do trzech tez Liv Larsson:
- Za każdą odmową, kryje się zgoda na coś innego.
- Odmowa jest zaproszeniem do dalszego dialogu.
- Zawsze znajdzie się kilka sposobów zaspokojenia danej potrzeby.
W ten sposób przestaje widzieć w odmowie odrzucenie, a zaczynam widzieć zaproszenie do kontaktu.
Tak wiem, ta droga nie jest łatwa i szybka.
Ma ona jednak dla mnie głęboki sens, dlatego nią kroczę, jednocześnie modląc się o większą łatwość i jasność w relacji z dziećmi .
A jutro na wiosce będzie o granicach właśnie, można jeszcze dołączyć:


